Trzy tusze zapewniające efekt sztucznych rzęs: moje hity


Tusz do rzęs, to zaraz po czerwonej pomadce, mój ulubiony kosmetyk. Zapewne dlatego, że mój codzienny (ale i wieczorowy) makijaż jest dość oszczędny. Nie używam kolorowych cieni do powiek, nie robię smokey eyes, zatem tusz którego używam, musi gwarantować naprawdę spektakularny efekt. Nie zawsze mam też czas na przyklejanie sztucznych rzęs, więc cenię produkty, które pozwalają mi na uzyskanie właśnie takiego rezultatu.
Dziś przedstawiam trójkę moich ulubionych tuszy, po użyciu których bardzo często pojawiało się pytanie o to, czy robiłam coś z rzęsami (w sensie, czy je przedłużałam). Kolejność przypadkowa, gdyż każdy z nich zasługuje na miejsce pierwsze na podium.

                                                     BENEFIT THEY'RE REAL 

Przede wszystkim wydłuża! Dodaje także sporo objętości. Już jedna warstwa zapewnia mocny i wyrazisty efekt, nałożenie dwóch gwarantuje wygląd sztucznych rzęs. Szczoteczka ładnie rozdziela i pozwala pokryć nawet najmniejsze rzęsy. Tusz bardzo długo zachowuje świeżość. Podoba mi się także eleganckie opakowanie. 
HELENA RUBINSTEIN LASH QUEEN FATAL BLACKS

To mój pierwszy kontakt z tuszem do rzęs tej legendarnej marki i miłość od pierwszego wejrzenia. Mam wersję mini, ale już ostrzę sobie zęby na pełnowymiarowy produkt. Po jednym użyciu rzęsy są niesamowicie podkręcone (jak po zastosowaniu zalotki), wydłużone i pogrubione. Szczoteczka ma kręty kształt, dzięki czemu bardzo łatwo pokrywa się nią wszystkie rzęsy, również te dolne. 

                                    MAC IN EXTREME DIMENSION 3D BLACK LASH   

Mascara totalnie czarna! Dokładnie pokrywa wszystkie rzęsy, wydłuża je i bardzo pogrubia. Podwójne nałożenie sprawia, że rzęsy wyglądają jak sztuczne. Szczoteczka świetnie pokrywa wszystkie włoski, jedyny minus według mnie, to dość nieporęczne opakowanie. Wolę tradycyjne, opływowe kształty. 
                                              A jakie są wasze ulubione tusze do rzęs? 


No comments:

Post a Comment