Jerry's burger: diner w stylu lat 50. w Łodzi


Gdy tylko zobaczyłam zdjęcia z otwarcia nowej burgerowni w Łodzi, wiedziałam, że muszą ją odwiedzić. Nie dla burgerów oczywiście, bo mięsa nie jadam już od dawna. Moją uwagę przykuł wystrój nawiązujący do amerykańskich barów z lat 50. Takich, które znam z filmów i którymi zawsze się zachwycałam.
Kiedyś miałam nawet sen, w którym byłam właścicielką takiego baru. Stał w pięknym, lśniącym wagonie i zapraszał dużym neonem. W środku czerwone kanapy, biało - czarne kafelki na podłogach, chromowane detale, szafa grająca i długi bar. 
W Jerry's burger jest właśnie taki klimat, dodatkowo podkreślony muzyką sączącą się z głośników.
Na błękitnych i różowych ścianach wiszą metalowe tabliczki w stylu retro, jest bar przy którym można usiąść, jeśli akurat zabraknie wolnych stolików (o co nie trudno, bo lokal nie jest zbyt duży).
W menu dominują burgery, ale oprócz tradycyjnych wersji z mięsem, do wyboru są dwa wegetariańskie - kotlety zrobione są z tofu oraz cukinii. 
Oprócz burgerów, można zamówić tradycyjne amerykańskie naleśniki, kolbę kukurydzy, krążki cebulowe czy frytki. 
Ja wybrałam puszyste pancakes. Nie was nie zmyli mała porcja. Naleśników jest pięć i są bardzo sycące. Bardzo! W połowie już nie mogłam, ale oczywiście dokończyłam, bo były pyszne. Polane sosem klonowym oraz udekorowane kostką masła.
Ina von Black, z którą wybrałam się do baru, zamówiła burgera z cukiniowym kotletem. Spróbowałam, bardzo smaczny - lekko pikantny, z wyraźnie orientalną nutą. Porcja solidna!
Do posiłku zamówiłyśmy po shake'u. No bo jak to, być w takim miejscu i nie wypić mlecznego koktajlu? Wybrałam smak waniliowy, Ina wzięła shake bananowy. Koktajle podano w wysokich pucharkach, udekorowane dodatkowo bitą śmietaną i piankami marshmallow. Niestety, były tak koszmarnie słodkie, że nas prawie zemdliło. Ja wiem, że takie koktajle są ze swojej natury słodkie, ale bez przesady.

Na kawę z dolewką nie miałam niestety już miejsca. Mam też nadzieję, że w menu pojawią się także tradycyjne amerykańskie ciasta: szarlotka, sernik czy brownie. Rachunek podano nam w uroczym, porcelanowym cupcake'u - podoba mi się taka dbałość o detale.

 Ogólnie - miejsce bardzo sympatyczne, które na pewno jeszcze nie raz chętnie odwiedzę. Jednak lokal mógły być bardziej widoczny na Piotrkowskiej. Jakiś koziołek czy coś. Nad drzwiami wisi wprawdzie neon, ale nieduży, dlatego początkowo minęłyśmy lokal, w ogóle go nie zauważając. 


Ina von Black
Adres: Jerry's burger - Piotrkowska 85

No comments:

Post a Comment