Polska to nie jest kraj dla modowych indywidualistów


Ciekawa dyskusja, którą obejrzałam w ostatni czwartkowy wieczór na TVP Kultura (kto nie oglądał, może zobaczyć ją tutaj) sprawiła, że postanowiłam wrócić do zagadnienia, jak polska ulica reaguje na niestandardowo wyglądających ludzi.  Pierwszy wpis na ten temat pojawił się na moim blogu już na samym początku (rok 2008) - wówczas opisywałam niechętne spojrzenia i komentarze dotyczące koloru moich rajstop (czerwony) oraz tego, co miałam na głowie (toczek z woalką).
Z biegiem lat coraz częściej pojawiały się na blogu wasze opinie na temat odwagi, która niezbędna jest do tego, by móc ubierać się zgodnie z tym, na co ma się ochotę. Często także odpowiadałam na pytania, jak na mój strój reaguje otoczenie. Odpowiedzi nie zawsze bywały takie same, najczęściej jednak przeważał w nich ton pesymistyczny, związany z zachowaniem przechodniów, których mijałam na ulicach.

Wracając do dyskusji - w jednej z jej części zaproszeni gości zastanawiali się nad tym, jak wygląda polska ulica, zwłaszcza w konfrontacji z zachodnimi miastami. Tak naprawdę rozmowa ta pozbawiona była dla mnie większego sensu - dyskutanci związani ze sztuką i światem mody, mieszkający w Warszawie, obracający się w towarzystwie osób nie będących reprezentantem polskiego społeczeństwa, narzekają, że ubieramy się zachowawczo, a za przykład ciekawie wyglądającej ulicy podają Japonię.  
Warszawa, w której od kilku lat jestem codziennie, nie odbiega już tak bardzo od tego, co spotykam na Zachodzie. Tutaj niekonwencjonalny czy po prostu inny od średniej krajowej strój, mało kogo dziwi, bardzo rzadko jest także komentowany. Zapewne inaczej jest w centrum niż w pozostałych dzielnicach miastach, ale generalnie tutaj i moda jest inna, i reakcje otoczenia różnią się od tych, z jakimi spotkać można się w innych miejscach w tym kraju.

W niemal każdym innym polskim mieście, osoba wyglądająca inaczej niż większość mieszkańców musi liczyć się z komentarzami na swój temat, śmiechami, a czasem i rękoczynami (bo i o takich incydentach nie raz słyszałam). Część z was pisze, że na takie zachowanie stara się nie zwracać uwagi. Wiele z was przyznaje, że w tym kraju bycie indywidualistą modowym wiąże się często z wyzwiskami i obelgami.

Z takimi sytuacjami spotykam się bardzo często w Łodzi i choć mój strój jest zazwyczaj klasyczny, wzbudza on w wielu osobach dość dziwne reakcje. Najczęściej negatywne komentarze słyszę ze strony innych kobiet, młodszych, ale także i nieco starszych. Stoję na przystanku i widzę grupkę pań (przedział wiekowy 20 - 45) zmierzających do pobliskich zakładów pracy, które ostentacyjnie na mnie spoglądają, wymieniają się uwagami, a czasami komentują na głos, to co mam na sobie. Przyznam, że także staram się na to nie reagować, ale i moja cierpliwość ma swoje granice, a moment, w którym wybuchnę zbliża się z coraz większą szybkością.




Jako kobieta i tak jestem w nieco lepszej sytuacji, niż mężczyźni, którzy chcą wyglądać inaczej niż 90% polskiego społeczeństwa. Oryginalnie czy nawet elegancko ubrany pan naraża się nie tylko na komentarze dotyczącego swojego stroju, ale także bardzo często słyszy pod swoim adresem obraźliwe uwagi na temat seksualności (polecam post "Czy elegant jest gejem?" na blogu Szarmanta), może też po prostu być ofiarą przemocy fizycznej.

Chciałabym czuć się na zewnątrz komfortowo i po prostu dobrze. Nie potrzebuję akceptacji  każdej osoby napotkanej na ulicy. Jedyne czego mi brakuje, to większej tolerancji na inność. Swoim strojem nikogo nie krzywdzę, nie komentuję ubioru innych osób i tego samego wymagam od innych. Czy to zbyt wiele?


No comments:

Post a Comment